Music

niedziela, 3 listopada 2013

O tym, jak zniszczyłam swoje włosy...

....jak zniszczyłam włosy i zaprzepaściłam 21 miesięcy zapuszczania włosów!

Dziewczyny! Piszę ten post trochę niechętnie, ponieważ nie zawsze lubię się chwalić swoimi głupotami, ale ten post jest głównie dla was, abyście nie popełniły tego samego błędu co ja...



Od jakiegoś roku mam rozjaśniane regularnie włosy. Przez cały rok szkolny 2012/13 co 4 tygodnie farbowałam włosy najczęściej szamponem koloryzującym z Joanny w kolorze 22 Księżycowy blond. Najstraszniejsze było to, że za bardzo o nie nie dbałam, nie olejowałą, nie używałam masek a odżywki raz na czas. Aż dziw, iż nie jestem łysa :)
W czerwcu włosy nie były może w takiej kondycji, jakby były naturalne, ale oprócz tego, że były sztywne i trudno je się rozczesywało zaraz po myciu to nie miały żadnych innych uszkodzeń, gdyż nie używałam ani suszarki, ani prostownicy a i tak miałam włosy proste jak drut (ku zazdrości wielu koleżanek).
Wyglądały mniej więcej tak:




+ jedna fotka z rudymi włosami na dole posta













fotka 1                                                                                                                                             fotka 2




fotka 1) Tutaj widać, że są końce do podcięcia i że należy je uczesać, ale ogólnie mają ładny kolor i nie wyglądają aż tak źle.                                                                                 
                                                                                                   
fotka 2) Tutaj przepraszam za jakość, ale zdjęcie robiła mi koleżanka, która raczej nie   wiedziała, jak się robi  fotki moim telefonem.


Włosy wymagały tylko trochę regeneracji w postaci maski do włosów, nic więcej.
Jednak w wakacje wpadłam na genialny pomysł na eksperymentowanie z kolorami. Przyciemniłam mój blond.
Najpierw był czerwone <KLIK>
potem ciemny blond <KLIK>
następnie brąz <KLIK>
A teraz pierwszy krok do zamordowania moich włosów <KLIK>
Widziałam, że po zastosowaniu Loreal Wild Ombres moje włoski straciły dawną witalność i stały się szorstkie, nieprzyjemne w dotyku, ewidentne siano. Nawet miało identyczny kolor.
HEHE i oczywiście ja inteligentnie stwierdziłam, iż kolor mam nierówny, więc powędrowałam do sklepu kupić brązową farbę do wyrównania koloru <KLIK> i kolejny rozjaśniacz <KLIK>
Najgorsze jest to, ze między tymi rozjaśnianiami nie minęło więcej niż miesiąc.

Moja głupota sprowadziła mnie na dno (nie wiem jak to określić). Gdybym nie farbowała tyle włosów w wakacje, a dbała o nie tak jak dbam teraz, miałabym długie, mięciutkie, błyszczące włosy, które aż proszą się o dotknięcie. A co mam? Zaraz napiszę.

Przez ostatnie 2 tygodnie wakacji olejowałąm włosy, nakładałam maski, jednak to nic nie pomogło.
Zaraz przed rozpoczęciem roku poszłam do fryzjerki a ona jak to zobaczyła, trochę się chyba przeraziła. Końcówki nie dość, że były sianowate to nabrały jeszcze zielonkawy odcień. Wyglądało to strasznie.
Tak wyglądały włosy kilka dni przed wizyt u fryzjera:















Spalone końce :(
 Tu chyba najbardziej widoczne obumarłe końce














A to fotka ze spaceru po polu

Do dziś mi się ryczeć chce. 
Po spaleniu tych włosów, stwierdziłam, że w takim ciemnym brązie jest mi źle, więc chciałam rozjaśnić na blond, ale nie chciałam więcej kombinować, i tak wybrałam się do mojej fryzjerki. Ta od razu ścięła spalone włosy, bo powiedziała, że koloru nie chwycą, bo zniszczone końce nie miały w ogóle pigmentu i nawet gdybym nałożyła czarny to i tak by nie złapał a zielony zrobił się dlatego że nałożyłam brąz na te żółte siano.
Po wizycie wyglądało już to porządniej, jednak od ideału daleko. Mam fotki z wizyty zaraz po fryzjerze:

Efekt po wyjściu od fryzjera nawet mi się podobał, ale wtedy włosy były wysuszone na szczotce, wyprostowane, przefarbowane (farba w kolorze: Mokka)...
...a układanie tak mocno cieniowanych włosów samemu, bez prostowania jest sporym wyzwaniem.
Potem poszłam drugi raz do fryzjera. Pani Kasia ścięła mi włosy twierdząc, iż pozbyła się już wszystkich tych pozostałości po spalonych włosach, jednak ja od czasu do czasu je czuję i wypominają mi to znajomi.
Teraz włoski mam trochę za ramiona, mocno wycieniowane, podkręcające się (pomimo że naturalne mam proste).
Nie mogę się przyzwyczaić, ponieważ zazwyczaj nosiłam dłuuuugie włosy.
Teraz wyglądają tak:


















Na tych zdjęciach chyba widać, że są jeszcze trochę zniszczone, pomimo mojej intensywnej pielęgnacji, ale wiadomo, iż martwego i uszkodzonego włosa się już nie uratuje.
Przez następny rok będę musiała mieć włosy tej właśnie długości i podcinać co miesiąc lub półtora. Nie chcę mieć ani grzywki, ani włosów cieniowanych. Chcę, aby te włosy wyrównały się,a dopiero potem będę zapuszczać, bo na odwrót nie ma sensu.




W listopadzie 2011 ścięłam włosy na krótko tak jak teraz i wycieniowałam. Zapuszczałam przez te 21 miesięcy. Miałam na prawdę ładne włosy. Wyrównały mi się i ogólnie były w dobrym stanie.
Przez 2 tygodnie zniszczyłam czekania przez 21 miesięcy. Nie mogę się z tym pogodzić :(
Teraz muszę czekać od nowa.

Pielęgnacja:
- olejowanie (jeśli chcecie napiszę o moich sposobach)
- maski (trzymanie ich przez 1,5-2h na włosach)
- odżywki
- kremowanie
- nie stosowanie stylizacji z użyciem wysokich temperatur (suszarka z gorącym nawiewem, lokówka, prostownica)
- stosowanie w przypadkach koniecznych suszarki jonizującej najlepiej z chłodnym nawiewem
- nie rozczesywanie na mokro (chyba że po użyciu odżywki)
- odżywki bez spłukiwania
- mgiełki

Tak wygląda moja obecna pielęgnacja, o której jeszcze coś napiszę.
Do tego zamierzam jeszcze iść na zabieg regenerujący do mojej fryzjerki+zacznę chyba znów laminować włosy.

Mam olejek khadi stymulujący wzrost, ale specjalnego stymulowania nie zauważyłam.
Do szczęścia brakuje mi wcierek. Szukam jeszcze Regenerum do włosów oraz wcierki  Jantar, bo słyszałam, że przyspiesza porost.
U mnie w okolicy nie da się go kupić, tylko w aptekach na zamówienie. Moja mama ma aptekę, więc ją poproszę o zamówienie wcierki (jeśli będzie w hurtowniach). Jeśli nie będzie w hurtowniach to moja strata, bo za 20zł na allegro jej nie kupię.
 

Przez kilka miesięcy nie będę chodzić w rozpuszczonych włosach, bo musiałabym myć co dzień, gdyż inaczej mam falowane. Będę o nie dbać, ale będę wiązać je frotkami w koczki, kitki, żeby poczekać aż w miarę odrosną.





To by było chyba na tyle. To był długi post, ale musiałam się wygadać a właściwie wypisać i opowiedzieć Wam moją włosową historię.

DZIEWCZYNY! JEŚLI PODOBA WAM SIĘ WASZ KOLOR WŁOSÓW TO NIE ZMIENIAJCIE GO DLA EKSPERYMENTÓW. JA TAK ZROBIŁAM I TERAZ ŻAŁUJĘ. NAJCHĘTNIEJ COFNĘŁABYM SIĘ 1,5 ROKU DO TYŁU I NIE FARBOWAŁA WŁOSÓW, A ZOSTAWIŁA JE NATURALNE, BO TERAZ ZAMIAST GRUBYCH, GĘSTYCH I BŁYSZCZĄCYCH MAM LEPSZĄ WERSJĘ SIANA!!!!



To była taka przestroga. Jeśli doczytałyście do końca to bardzo dziękuję :)
Teraz co jakiś czas postaram się regularnie co jakieś 2-3 miesiące robić zdjęcia tych włosków, jak urosły itp.







P.S.
A tu zdjęcie włosków ruż przed ich spaleniem (mi się osobiście podoba) :)




Zastanawiam się jeszcze, czy nie wybrać się do fryzjera na regenerację włosów. Co o tym sądzicie?
Jeśli macie dziewczyny jeszcze jakieś dobre maski, odżywki, wcierki czy inne specyfiki na zniszczone włosy, które polecacie, byłabym wdzięczna za podanie :)




POZDRAWIAM WSZYSTKICH!


piątek, 1 listopada 2013

Elixir prostujący Marion

Przez przypadek na necie znalazłam info o niejakim eliksirze, który wspomaga w prostowaniu włosów oraz zabezpiecza przed uszkodzeniami pod wpływem ciepła np. suszarka, prostownica...

Opis producenta:

 Profesjonalnie opracowana receptura preparatów Keratin Mix to połączenie składników ułatwiających stylizację oraz pielęgnujących włosy. Formuła Keratin Mix zawiera wyjątkową kombinację keratyny, Keratrix i creatine, która wykazuje niezwykłe działanie regenerująco - ochronne włosów: uzupełnia niedobór naturalnych składników budujących strukturę włosa, poprawia kondycję i nadaje połysk zniszczonym włosom, zwiększa wytrzymałość, elastyczność i odporność włosów na zerwanie chroni włosy przed szkodliwymi czynnikami zewnętrznymi, wysoką temperaturą i uszkodzeniami spowodowanymi zabiegami chemicznymi.
Eliksir prostujący włosy - łączy w sobie podstawy pielęgnacji i stylizacji. Zapewnia nawet wyjątkowo opornym włosom eleganckie wykończenie, długotrwałe wygładzenie oraz ochronę przed wilgocią, bez ich obciążenia. Do stosowania z prostownicą lub suszarką i szczotką.
Preparat nakładać na suche lub wilgotne włosy. Eliksir rozetrzeć w dłoniach,następnie równomiernie wetrzeć we włosy omijając nasadę. Dokładnie rozczesać. Prostować za pomocą prostownicy lub suszarki i szczotki.






Zaciekawił mnie również kolor. Myślałam, że ten fiolet to kolor plastiku a tymczasem jest to kolor tego eliksiru.
Poruszył mnie zapach. Nie wiem, jak go określić, ale jest bardzo słodziutki i mi przypomina landrynkę :)
Nie jest on drażniący, nawet dosyć przyjemny. Mnie zapach nie przeszkadza :)
Jest jednak dosyć mało wydajny. Użyłam go kilka razy, ale po 2 razach z całej buteleczki widać na zdjęciu u góry ile ubyło (a wyciskam po 1 pompkę na 1 raz) 
 

Cena nie była wysoka. Za 50ml zapłaciłam 8,30zł. Dlatego właśnie od razu gdy o nim usłyszałam pobiegłam do sklepu go kupić.
Byłam przekonana, że w Rossmannie nie będą mieli czegoś takiego, więc powędrowałam do osiedlowej drogerii. Cena na necie jest jako 7,50zł i teraz zdałam sobie sprawę....
.....że przepłaciłam :)


Sama aplikacja jest wygodna, jednak konsystencja to utrudnia. Jest dosyć gęsta, przez co gdy się nie rozetrze w całych dłoniach to potem można nierówno rozłożyć na włosach. Bardzo kleją się po tym ręce. 
Odżywki z Biovax działają na tej samej zasadzie, ale mają lżejszą konsystencję, co lepiej aplikuje się na włoski.


Ja wyciskam 1 pompkę na moje włoski. Są krótkie- kilka cm za ramiona- i nie potrzeba do nich nie wiadomo jakich ilości. Nabieram pompkę na dłoń, rozcieram, a następnie wcieram w same końce (najczęściej na mokro).
Włoski są potem miękkie, nawet gdy idę spać w wilgotnych włosach to rano są one lekko pofalowane a nie powywijane każdy w inną stronę.

Ogólnie z produktu jestem zadowolona. Za tą cenę nie można spodziewać się cudów, ale nie jest źle. Na pewno zainwestuję w niego jeszcze, jak mi się skończy.

Ogólna ocena:
+ cena
+ działanie: włoski miękkie, mniej się falują
+ ładny, słodki zapach
+aplikacja

- wydajność
-konsystencja

środa, 23 października 2013

50 faktów o mnie

Za oknami złota jesień, dziś wyjątkowo ładna pogoda: ciepło, słoneczko (przynajmniej u mnie).
Na samym początku napisałam post Parę słów o mnie , jednak to było tylko te parę słów. Teraz chciałabym przedstawić.... faktów o mnie :)

1. Mam na imię Hania

2. Uczęszczam do LO na profil biol-chem-fiz

3. Od małego uwielbiam kolor zielony 

4. Kocham podróże
5. W 2012 roku zjeżdżałam z jednej z najwyższych zjeżdżalni w Europie- Tower of Power
6.  Uwielbiam zapach świeżo skoszonej trawy
7. Widząc osobę palącą lub pijącą nieustannie alkohol- czuję do tego kogoś niesmak
8. Jako dziewczyna nie lubię dostawać kwiatków ani czekoladek
9. Nie znoszę olewania i ignorowania. Jak widzę, że ktoś kogoś nie słucha, "odpycha" go podczas gdy jest pochłonięty rozmową z innymi... aż mnie coś trafia. Wiem co to znaczy, bo przez całe gimnazjum miałam takie koleżanki, które miały taki charakter i mnie olewały. Czasem robiło mi się bardzo smutno :(

10. Podczas burzy lubię wejść pod kocyk, zrobić sobie kakao i oglądać TV lub czytać blogi
11. Jestem zmarzluch! O wiele bardziej znoszę kilkadziesiąt stopni na plusie niż -10 stopni.
12. Od kilku lat trenuję tenisa ziemnego. Mam też kilka sukcesów na koncie :)
13. Przez 3 lata jeździłam konno, jednak zamknęli najbliższą mi stajnię 4 lata temu i od tego czasu nie wsiadłam na konia

14. W 2011 roku byłam w Turcji i w hotelu u jednego Turka zrobiłam licencję na windsurfing 
15. Kiedy gram na korcie podczas upałów, większość moich przeciwników nie wytrzymuje fizycznie z gorąca w przeciwieństwie do mnie
16. Moim marzeniem jest mieć długie, proste, równej długości włosy w kolorze naturalny jasny blond
17. Czasem jestem "nocny Marek". Wolę czasem zarwać nockę, ale wstać później
18. Moimi ulubionymi zwierzętami są konie
19. W wieku 10 lat wymyśliłam własną nazwę kwiatu- Nataleoni. Z wyglądu miał przypominać orchidee
20. Co roku moja rodzinka organizuje zjazd rodzinny, dzięki czemu wszyscy utrzymują stale ze sobą kontakt
21. Często zdarza mi się ranić innych mówiąc wprost to, co myślę
22. Większość moich świadomych snów nie ma najmniejszego sensu
23. Uwielbiam filmy katastroficzne
24. Oglądałam wszystkie odcinki "Katastrofa w przestworzach"
25. Od końca października 2010 roku przez pewien czas moim największym marzeniem było zostać pilotem cywilnym. To marzenie utrzymywało się 2-2,5 roku, jednak później przyszedł czas wyboru profilu w LO i wtedy ukazał się mój antytalent matematyczny
26. Nie lubię kształtu swojego nosa
27. Nie lubię czytać lektur szkolnych
28. Najbardziej lubię czytać magazyny o zdrowiu i urodzie
29. Nie umiem rysować :(
30. Mam talent do języków. W szkole uczę się angielskiego i niemieckiego (niemca nie cierpię). Po angielsku dogadam się bez problemu. Dodatkowo biorę lekcje z hiszpańskiego (jako jedyna ze szkoły!) i planuję z niego pisać maturę
31. Nie mam cierpliwości do czekania, aż lakier na paznokciach wyschnie przez co czasem mam odciśniętą pierzynę 
32. W szkole najbardziej nie cierpię: matmy, niemieckiego i geografii. Nie jestem w stanie ogarnąć tych przedmiotów
33. Nie brzydzi mnie widok krwi, nie może mnie brzydzić, bo planuję iść na medycynę
34. Potrafię słuchać jednej piosenki cały dzień
35. Rano, przed szkołą, moje łóżko wytwarza tak silne pole magnetyczne, że nie jestem w stanie się podnieść <heh>
36. Mam 165 cm wzrostu 
 
37. Uwielbiam uczucie, gdy ktoś mizia mnie palcem po plecach. Nie mam łaskotek :)
38. Zazwyczaj noszę biżuterię "z przesłaniem". Jest to mój wisiorek- serduszko i 2 pierścionki. Nigdy się z nimi nie rozstaje
39. Drugim moim największym marzeniem jest skoczyć ze spadochronu
40. Trzecim marzeniem- nauczyć się surfować, jednak u nas możliwy jest tylko windsurfing, bo nie ma takich fal na surfing jak na np. Hawajach
41. Lubię ryzyko, ale dbam o bezpieczeństwo. Na nartach lub na rowerze zawsze zakładam kask w przeciwieństwie do niektórych moich znajomych. Co z tego, że głupio wyglądam? Lepiej głupio wyglądać w kasku niż pięknie bez głowy.
42. Cechą, jakiej w sobie nie znoszę to to, iż jestem wyjątkowo niefotogeniczna . Czasem ktoś jest brzydszy ode mnie a na zdjęciach (przypadkowych) wychodzi jak bóstwo a ja jak środka Marysia
43. Przez ostatnie wakacje miałam wszystkie kolory włosów na głowie wchodząc od czarnego po jasny blond
44. Mam 4 lata młodszą siostrę
45. Moją ulubioną firmą rakiet tenisowych jest mniej już znany Dunlop
46. Cenię w ludziach szczerość i sympatię
47. Nie na widzę, gdy ktoś mnie olewa. Rozumiem, że jakaś osoba może mnie nie lubić, ale to nie znaczy, że ma odwracać głowę gdy mówię i mnie nie słuchać. Tak robią osoby, których ego przerosło IQ
48. Cenię ludzi z pasją. Zawsze uważam, że jak ktoś ma pasję to jest z nim o czym porozmawiać. Nie musi to być zawsze awykonalne, pomimo iż ktoś może nie mieć kasy np. kiedy jeździłam konno- płaciłam za jazdę, jednak był w stajni też chłopak, którego nie było na jazdę stać a był jednym z najlepszych młodych jeźdźców w Polsce. A jak? No więc po prostu udzielał się społecznie: wyprowadzał konie, dawał im siana, poił i ogólnie zajmował się nimi (później ujeżdżał też nowe konie w stajni) a w zamian za to dostawał darmowe lekcje, szkolił się, jeździł na zawody i teraz kończy szkołę i planuje zostać zawodowcem.
Więc nikt mi nie powie: "Będę leżał na kanapie, bo mama nie ma kasy na [jakaś tam rzecz]". To jest tylko wymówka
49. Uważam, że nie ma rzeczy niemożliwych
50. Piszę bloga, żeby podzielić się z innymi moja wiedzą na dany temat, może też pomóc innych. Robię to z pasją i dla przyjemności :)






To nie są wszystkie moje rzeczy, które mogłabym Wam przekazać, ale na pewno będziemy się zgadzać choćby z jednym z tych 50 punktów :)





Pozdrawiam wszystkich serdecznie!
Reventre


poniedziałek, 14 października 2013

Pożegnanie lata :)

Dzisiaj chciałabym opowiedzieć krótko o mojej ostatniej wyprawie do lasu  . Zdjęć swoich nie mam, ale udało mi się zrobić parę fajnych fotek grzybków, które razem zebraliśmy oraz pięknego krajobrazu.
To niedzielne popołudnie, pomimo że nie spędzone na sklepach (tak jak niektóre nastolatki mają to w zwyczaju) tylko wyprawka w niedzielę po południu na spacerek z chłopakiem :)
Dla mnie nie ma nic lepszego!
Wiem, iż lato skończyło się 23 września, lecz pogoda w tym tygodniu nam wyjątkowo odpowiadała!
 W niedzielę rano, gdy tylko wyszło słońce postanowiłam ściągnąć Maksa do mojej kuzynki (u której nocowałam). Wybraliśmy się tylko we dwójkę do lasu w niewielkiej wsi.
Słonko świeci, grzybki rosną, ptaszki śpiewają, po prostu żyć nie umierać!
 Droga do której doszliśmy widziana z boku....
...a tu z przodu. Zrobili asfalt przez co niestety było trochę więcej osób i rowerzystów niż zwykle :(


Widzieliśmy:

 1) Bardzo okazałe maślaki....



 2) Psiaki....


3).... i muchomory




Ja znalazłam muchomora gładziutkiego bez kropek


Za to Maksiu znalazł muchomora, który jak to określił miał "wzdęcia" hehe :)





Pomimo kilku nieudanych prób znalezienia grzybów jadalnych i nierobaczywych , przemierzaliśmy leśne ścieżki....



























..... i pola :)


















Udało nam się nawet znaleźć roślinę pod ochroną- Dziewięć sił
 I jeszcze takie coś czego nazwę pamiętałam, ale zapomniałam, jednak jak sobie przypomnę to na pewno napiszę


A tu już kończy się nasza podróż



A szkoda, bo pogoda dosyć ładna, słonko, kilkanaście stopni na "+", niedzielne popołudnie....
Świętowaliśmy ostatni dzień, kiedy dało się jeszcze gdzieś wyjść, bo później zapowiadają już tylko pogorszenie pogody...

Sztuka bycia fotogeniczną!

Hej dziewczyny i chłopaki!
Długo mnie tu już nie było, bo czas goni, ale w nagrodę postanowiłam Wam pokazać artykuł, który zrobił na mnie wrażenie.
Otóż ja swoich zdjęć na bloga nie wrzucam, ponieważ chcę pozostać anonimowa, jednak kto mnie zna to wie, że nigdy nie należałam do najbrzydszych, niektórzy osobnicy przeciwnej płci mówili mi nawet, że mam figurę modelki.
Jednak jak ktoś widzi jak wychodzę na zdjęciach..... mogiła.
Profesjonalny fotograf by mi się przydał, ale nie zamierzam wydawać na to niepotrzebnie kasy :)
Postanowiłam poszperać trochę na necie i znalazłam ten artykuł KLIK
Pisze w nim w miarę zwięźle i wyraźnie co należy robić, korygować, co wziąć pod uwagę oraz jakie pozy przyjmować podczas wykonywania zdjęć.
Mnie zawsze nerwy brały, że osoby, które w rzeczywistości są dużo brzydsze ode mnie, wychodzą 100 razy lepiej na zdjęciach niż w rzeczywistości (ale wy chyba znacie to uczucie :) )
Tak więc dlatego chciałam podzielić się Wami tym artykułem. Może ktoś z Was już go kiedyś widział, ale nie zaszkodzi tutaj wkleić :)

czwartek, 26 września 2013

Jak zostać blondynką?

Cześć wszystkim!
Dawno się nie odzywałam, więc postanowiłam dodać coś ekstra.
Dzisiejszy post będzie o tym, jak kobiety rozjaśniają włosy oraz po co to w ogóle robią? Postaram się opisać to jak najlepiej

Dlaczego warto zostać blondynką?
Dziecko, anioł i seks bomba
Żaden inny kolor nie jest nakładany na włosy tak często jak właśnie blond. Jasne pasemka kojarzą się z niewinnością - czy widział ktoś anioła z ciemnymi włosami? Także bezbronnością - aksamitne, jaśniutkie włosy dziecka; a także doskonałością i wieczną młodością jak u mitycznej Wenus. W sercach mężczyzn ciepłe pukle wzbudzają ciepłe uczucia miłości, troskliwości, chęci opieki czy przytulenia. Kobiety sądzą zaś, że w słonecznych odcieniach są bardziej uwodzicielskie i wyjątkowo seksy.









Trochę historii 
Od popiołu do wody utlenionej
Od wieków kobiety poddają się żmudnym zabiegom, aby choć trochę rozjaśnić odcień włosów. Weźmy np. starożytne Rzymianki. Nosiły peruki z warkoczy obciętych germańskim niewolnicom, rozjaśniały też swoje sploty stosując specyfik z drzewnego popiołu. Renesansowe damy "opalały" nie twarze (musiały być szlachetnie blade) tylko włosy, nosząc kapelusze składające się z szerokiego ronda. W XVIII wieku krzykiem włosy były włosy białe, platynowe. Kobiety miały do wyboru peruki, albo pudry ze skrobi pszenicznej. Dla uzyskania oryginalniejszych efektów kolorystycznych mieszały takie pudry ze sproszkowanymi koralami, płatkami róż - wtedy włosy robiły się np. różowe. Rok 1867 był przełomowy w tej dziedzinie. Na jednej z paryskich wystaw zaprezentowano wodę utlenioną. Na efekt nie trzeba było długo czekać, świadome swojej urody emancypantki dumnie obnosiły popalone pukle koloru siana. Przez prawie 100 lat ta technika wiodła prym. Aż do czasów gdy pojawiły się prawdziwe farby. I tu historia zatoczyła krąg. Na opakowaniu pierwszego takiego preparatu do koloryzacji firmy Polycolor uśmiechała się tajemniczo Wenus z Milo okryta tylko i wyłącznie peleryną ze splotów w kolorze blond.





 Makijaż włosów: Szamponetki
Są to preparaty tonujące utrzymujące się 6-8myć. W opakowaniu najczęściej oznakowanym cyfrą 1(I) znajduje się jeden komponent, gotowy do natychmiastowego użytku. Takie tonery i pianki nie zmieniają radykalnie koloru, bo nie zawierają wody utlenionej ani amoniaku. Zawierające sztuczne barwniki "malują" włos tylko od zewnątrz. Tego typu środki powinny stosować blondynki o zszarzałym odcieniu lub spłowiałe w słońcu.
Przykłady


Kolor, ale nie do końca: Szampony koloryzujące
Kolor utrzymuje się 20-28 myć. Łagodne farby ton w ton zmieniają naturalną barwę włosów o jeden lub dwa tony. Zamiast szkodliwego amoniaku zawierają niewielką ilość wody utlenionej. Mogą ukryć siwe pasma, wzmocnić lub nadać piękny odcień włosom blond, czy ciemnoblond.
Przykłady


Trwałe rozjaśnianie: Farba z amoniakiem
Zabieg rozjaśniania polega na usunięciu naturalnego pigmentu i odbywa się za pomocą amoniaku, który otwiera łuski włosa. Dzięki temu do jego trzonu dociera woda utleniona rozkładająca cząsteczki melaniny. To jednak nie znaczy że brunetka zmieni się od razu w blond wampa. Najpierw lepiej jest przejść zabieg dekoloryzacji a potem dopiero a dopiero potem wybrać odpowiedni odcień farby.
 Przykłady


Rady farbowanej blondynki
 *Przed zabiegiem nie myj włosów. Możesz je tylko lekko zwilżyć. Farba drażni skórę głowy, zresztą często podczas zabiegu odczuwa się pieczenie a "brudna głowa", czyli łój, resztki pianek, żelów; lakier do włosów stanowią świetną barierę ochronną

*Farbowanie zacznij od posmarowania linii włosów tłustym kremem lub po prostu wazeliną. Ochroni to skórę przed podrażnieniem i zabarwieniem. Jeśli po nałożeniu farby na włosy, zostanie coś na skórze, szybko weź wacik i zmyj płynem do demakijażu lub ciepłą wodą z mydłem

*Preparat rozprowadzaj bardzo dokładnie. Wsmaruj go we włosy i rozczesz grzebieniem. Zwróć uwagę na pasma u nasady czoła, przy uszach i te na karku.

*Jeśli będzie ci się wydawało, że włosy za mało są rozjaśnione, to nie przetrzymuj preparatu na włosach dłużej, niż jest to zalecane prze producenta, bo:
-to niszczy włosy
-zamiast pięknego blondu może wyjść soczysta zieleń lub pomarańcza

*Im włosy są bardziej zniszczone, tym łatwiej się zafarbują, gdyż pigmenty szybciej wnikają w głąb. Jeśli masz bardzo rozdwojone i zniszczone końcówki, rozprowadzaj na nich kolor dopiero na samym końcu. Zmyj go 5 minut wcześniej po to, aby końce nie odbarwiły się na żółto

*Farbę zacznij od nakładania od odrostów i od tyłu głowy, bo włosy przy czole i skroni utleniają się szybciej


 Teorie wyżej spisałam specjalnie dla was (może niekoniecznie słowo w słowo) z magazynu "Kobieta i życie" 16-29 lutego 2000. 


A oto moje wskazówki, spostrzeżenia, rady:
     być może niektóre znacie....
1) 80% Polek preferuje farbowanie włosów za pomocą miseczki i pędzelka. Są tego "+" i "-". Gdy farbujemy włosy za pomocą pędzelka, widzimy ile farby nam zostało a tym samym możemy odmierzyć odpowiednią ilość farby nakładaną na włosy tak, żeby potem nam jej nie zabrakło, ale z drugiej strony farbując włosy farbą bezpośrednio z buteleczki możemy (ale niekoniecznie w przypadku farb żelowych, które rozpryskują) uniknąć zabrudzenia całej łazienki, bądź innego miejsca farbowania.
Ja osobiście farbuję włosy pędzelkiem i ta forma odpowiada mi najbardziej.
Są 3 rodzaje pędzelków: te zwyczajne- wąski, szerokie oraz pędzelko- grzebień.
Mnie najbardziej odpowiada ten szeroki, bo nabiera większość ilość farby (co w przypadku moich, gęstych włosów jest potrzebne). Miałam też ten zwykły wąski, ale zrezygnowałam z niego dla szerokiego. Ten pędzelek z grzebieniem nie jest mi potrzebny, bo po pierwsze jest wąski a po drugie i tak mam osobny grzebień do oddzielania pofarbowanych pasm.
2) Odradzam farbowania włosów rękoma a szczególnie rozjaśniania ich! Czasem pędzelkiem nie wyjdzie a co dopiero rękami! Może nam wtedy wyjść nierówno a pół głowy może okazać się niedofarbowana (raz tak miałam, kiedy nie zabrałam pędzelka a włosy musiałam przefarbować- wyszło koszmarnie!).
Może przy ciemnych tego tak nie widać, ale na pewno nie przy blondach...

3) Farby, których producent zastosował nakładanie prosto z tubki (między innymi np. Loreal Paris czy Syoss) należy nakładać stopniowo, rozczesując grzebieniem z rzadko rozstawionymi zębami.

4) Do farbowanie nie należy używać metalowych rzeczy takich jak np. metalowa miseczka czy grzebień.

5)  Do farbowania włosów należy przeznaczyć specjalnie jakieś 2 stare ręczniki i choćby 1 t-shirt, które zawsze mogą być poplamione.

6) Aby kolor nie wypłowiał, należy raz na czas stosować niebieskie szampony oraz płukanki, które nadają platynowy odcień, albo srebrne (fioletowe) nadające popielaty odcień.








 Jak już mówiłam, wszystko co napisałam do moich wskazówek było wzięte z magazynu dla kobiet, którego nazwa podana jest wyżej. Możliwe, że któraś z was ma też ten magazyn ja np. znalazłam go w starej makulaturze mamy w piwnicy i od razu przykuł mi uwagę temat "blond bomby, farby, geny, żarty", ponieważ moim ulubionym kolorem jest właśnie blond i od takiego długo nie odejdę.
A wy? Też jesteście miłośniczkami koloru blond?

Jeśli dziewczyny jesteście zainteresowane jakich farb używam/ używałam, jak pielęgnuję włosy i czego do tego używam oraz jakich firm kosmetyków typu szampon do włosów preferuję i polecam oraz chciałybyście, abym dodała post na specjalnie na ten temat- napiszcie w komentarzu pod postem lub na maila: reventre1000@gmail.com

Mam nadzieję, że rozwiałam wątpliwości dotyczące blondynek i przybliżyłam wam trochę historii na ten temat :)

Pozdrawiam ;D



czwartek, 12 września 2013

. 9 ρяzукαzαń ρяzуנα¢ιółкι



1. Będzie wspierała Cię w dążeniu do celów, nie powie Ci, że się nie nadajesz do niczego, chyba że naprawdę nie masz do tego talentu.

2. Nie będzie Cię wpędzać w kompleksy i dołować.

3. Pomoże Ci, wesprze Cię w trudnych sytuacjach.

4. Nie rozgada dalej tego co powiesz, a nie chcesz żeby inni o tym wiedzieli.

5. Liczy się z Twoim zdaniem, szuka kompromisu.

6. Nie zapomni o Tobie, nawet jakbyście spędzały ze sobą mniej czasu, bo byś była bardzo zakochana.

7. Nie będzie Ci zazdrościć, a raczej będzie z Ciebie dumna i zadowolona .

8. Nie mówi nikomu o Tobie, jeśli Ty tego nie wiesz, nie obraża Cię itp.

9. Nie zabrania Ci spotykać się z innymi ludźmi.























* obrazek w tym poście nie jest robiony przeze mnie, lecz zgrany z google
* te pomysły znalazłam w jednym z klubów na zapytaj.onet.pl


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...